Podróż z Mount Cook zajmuje 3h30 – 4h (nie pamiętam), na odcinku ponad 250km. To ja prowadzę, w deszczu, więc nie jadę zbyt szybko. W Nowej Zelandii jest tak mało ludzi na drogach, że nawet takie zagrożenie publiczne jak ja może prowadzić (po lewej stronie) bez żadnego problemu.
Kiedy widzę kogoś pędzącego w moją stronę, korzystam z wielu przystanków/punktów widokowych po lewej stronie, aby zatrzymać się i pozwolić tej osobie mnie minąć.
Moeraki BouldersPrzyjeżdżamy
do Moeraki Boulders w deszczu i wietrze. Są to głazy z czasów dinozaurów. Czy są to skamieniałe jaja dinozaurów, czy tylko skamieniałe głazy? Nikt nie wie.

Istnieją „złamane” piłki, te kawałki są nadal na plaży, więc można mieć bardzo jasne wyobrażenie o tym, co jest ukryte w tych piłkach. Moim zdaniem wygląda dziwnie jak jajka, nie wiem, co o tym sądzisz.

Piłki skupione są na 100 metrach, natomiast do plaży (bardzo pięknej) jest kilka km. Gdyby pogoda była trochę ładniejsza, chętnie wypiłabym małą kawę w barze na szczycie klifu, wydaje się, że delfiny przychodzą tu codziennie.
JB uważa ten przystanek za bardzo średnio interesujący, podczas gdy ja dodałem go do planu podróży, co spowodowało ogromny objazd na południe… częściowo z tego powodu.
Punkt nachylenia

Idziemy do Slope Point, aby zobaczyć kule, które wyglądają jak Moeraki Boulders, ale popękane lub otwarte na górze, tworząc naturalne baseny. Niestety, głazy te są widoczne tylko podczas odpływu i zupełnie nam to umknęło.
Nie jest źle, po drodze jakiś food truck puszcza do nas oko, a ja zatwierdzam w 100% zielone małże (gigantyczne), które podaje mi sprzedawczyni (12$NZ). Mewy najwyraźniej są tego samego zdania, bo dziesiątkami krążą wokół naszego samochodu.

Jest jeszcze wcześnie, więc postanawiamy pojechać na mniej turystyczny kemping, żeby zapłacić mniej. Po 2 nocach na kempingach DOC, z podstawowym komfortem, cieszymy się, że mamy tu prawdziwą kuchnię i dobry gorący prysznic (1$NZ).
DunedinNastępnego
dnia pojechaliśmy do Dunedin, gdzie odkryliśmy bardzo ładne miasto o szkockiej architekturze. Aspekt Disneylandu wydaje się być znakiem firmowym Nowej Zelandii, ponieważ wszędzie, gdzie się udajemy, znajdujemy tę samą architektoniczną harmonię, tę samą czystość.
Zwiedzanie rozpoczynamy od Baldwin Street, najbardziej stromej ulicy na świecie (35 stopni nachylenia). Nie jesteśmy upoważnieni do podjazdu samochodem, „no exit no turn”, co więcej, widząc mieszkańca podjeżdżającego z wielkim trudem, na pokładzie 4×4, zadowoliliśmy się zaparkowaniem naszego vana w dole i podjechaniem pieszo.

Jaki jest więc sens istnienia tak stromej ulicy? Podobno plany miasta zostały sporządzone… w Londynie (kiedy Nowa Zelandia była jeszcze częścią Anglii). A ci ludzie, nigdy nie będąc w Dunedin, nie wiedzieli, że jest tam duże wzgórze.
Nasze wysiłki wynagradza ławeczka z ładnym graffiti i kranik ze świeżą wodą pitną. Cóż, wystarczy zejść po małych schodkach na sam dół.

Przechodzimy przed dworcem miasta, bardzo znanym z architektury…

Harrington Point
…przed drogą do Harrington Point, gdzie można zobaczyć wiele albatrosów. W okolicy jest wiele wycieczek, ale jeśli nie wybierzesz się na żadną z nich, zainteresowanie tą 40-kilometrową trasą to tylko droga wzdłuż zatoki, bardzo blisko wody.

I ładne miejsca piknikowe z pięknym widokiem. W zasadzie to właśnie to zrobiliśmy: lunch nad wodą, w towarzystwie mew.

Tunnel BeachWyjeżdżamy
z Dunedin, nie zapominając o zatrzymaniu się na Tunnel Beach.

Wycieczka w obie strony z parkingu zajmuje tylko godzinę, ale w rzeczywistości jest tak ładna, że zajęła nam 1,5 godziny. Kilka osób zgłosiło kradzieże na parkingu, więc wybraliśmy parking naprzeciwko lodziarni.
Droga jest przyjemna, najpierw widzimy klify, zanim odkryjemy małe przejście wykopane dynamitem przez milionera (dzięki niemu), aby dostać się na słynną plażę.



To wszystko w tej części kraju, jedziemy drogą do The Cathlins